ROZDZIAŁ 46 OD DOMY. 2013-04-20
 OPOWIADA LOUIS:


                Przybiegłem z wodą najszybciej jak się da, ale nikogo nie zastałem. Zadzwoniłem do Oliwii, niestety nie odbierała. Spróbowałem do Klary. Odebrała i powiedziała mi, że są na II piętrze. Kiedy Oliwia odzyskała przytomność, od razu poszły do jakiegoś lekarza.

Jechałem windą i przypomniała mi się prośba Harrego. Ciekaw jestem, co to za dziewczyna i dlaczego nigdy o niej nie mówił, tylko dopiero teraz sobie o niej przypomniał. Nie wiem...

O nie! Jak to się stało, że jestem na V piętrze?! Musiałem się zagapić... Przez pół minuty jechałem w dół i wyszedłem z windy. Zobaczyłem Klarę, więc podszedłem do niej i spytałem, co jest. Klara odpowiedziała:


-Ona siedzi tam już 15 min. Pewnie jeszcze chwilę tam będzie. Zadzwońmy lepiej do reszty.


-Ok. Najlepiej do Liama.


-Czemu?


-Bo on na pewno przekaże wszystkim prawdę. Nie tak jak na przykład Niall...


-Taa, rzeczywiście. To od niego zawsze dowiadujemy się plotek, które i tak zawsze są fałszywe. - Klara miała rację. Zaśmiałem się i zadzwoniłem do Liama...


OPOWIADA SARA:


                Każdy z nas od razu wiedział, dlaczego nie ma w domu Louisa i Oliwii. Zdziwiliśmy się tylko, że Klary też nie ma, ale byliśmy prawie pewni, że jest z nimi. Każdy robił swoje: Ja i Niall oczywiście jedliśmy, Wiktoria i Zayn byli w pokoju, a Marlena i Liam robili coś na komputerze. Nagle zadzwonił telefon Liama. Każdy przysłuchiwał się rozmowie, ale nic i tak nie słyszeliśmy. Po jakichś dziesięciu minutach Liam odłożył słuchawkę i wszystko nam powiedział:


-Louis dzwonił, że z samego rana do Oliwii zadzwonił lekarz i powiadomił ją, że Harry w nocy obudził się z śpiączki. Chwilę po tym przeżył coś niesamowitego... - Zatrzymał się nagle. Mój chłopak nie mógł wytrzymać i spytał niecierpliwie:


-No, ale co?! No gadaj!


-On przeżył śmierć kliniczną. Oliwia obudziła Louisa i Klarę i od razu pojechali do szpitala. Z Harrym jest wszystko w porządku. Wszystko pamięta, ale wiecie... ten kręgosłup. Teraz, gdy wychodzili ze szpitala, Oliwia zasłabła. Będą tam jeszcze trochę czasu, bo Klara zaprowadziła ją do lekarza. Jeszcze nie wyszła, a jest tam prawie 20 minut. 


-Żeby tylko nie było to  nic poważnego... - Zamartwiałam się.


-Chodźmy powiedzieć o tym, Wiki i Zaynowi. - zaproponowała Marlena.


-Ja bym im kochanie teraz nie przeszkadzał, bo nie wiadomo, co robią w pokoju... No tak sam na sam... - Uśmiechnął się złośliwie chłopak Marleny.


-Taa... Lepiej nie wchodzić do czyjegoś pokoju tak sobie, zwłaszcza bez pukania... - powiedział Niall. Domyślałam się, co miał na myśli. Pewnie tą ostatnią wpadkę...


OPOWIADA KLARA: ·Louis odłożył telefon i podszedł do mnie. Spytałam go, czy powiedział o wszystkim.


-No tak jakby...


-Jak to?


-Przecież nie powiemy im o prośbie Harry'ego! Wiem, że na pewno nie chciałby, żeby wszyscy o tym wiedzieli.


-Okey, okey. Myślałam, że może zataiłeś na przykład coś o stanie Harrego.


-Niee.. O tym raczej powinni wiedzieć wszyscy.


                Staliśmy na korytarzu jeszcze przez pół godziny. Okropnie dłużył mi się czas. Najgorsze było to, że nie mogłam porozmawiać o niczym z Louisem. Żaden temat nam się nie kleił. Naprawdę nie wiem, jak Oliwia może z nim gadać. O czym niby? Może o jakichś żartach albo śmiesznych wspomnieniach z dzieciństwa? Ja tam wolę się komuś zwierzyć. Chciałabym mieć przyjaciela, który wysłuchałby mnie, któremu mogłabym ufać bezgranicznie. Dziewczyny są naprawdę dobrymi przyjaciółkami, ale... Po prostu nie mają tyle czasu na kumpele, bo wiadomo… mają,,miłości swojego życia''.
                No nareszcie! Otworzyły się drzwi do gabinetu i wyszła Oliwia. Nie płakała, lecz na jej policzku była pojedyncza łza smutku i bezradności. Chciałam ją przytulić, ale Louis mnie uprzedził. Otarł delikatnie jej łzę swoją ręką i cicho powiedział:,,Będzie dobrze’’. Mimo że nie wiedział, co się stało. Nie pomyślałabym, że TEN Louis może być TAKI. Idąc przez szpital nic nie mówiliśmy. Dopiero w samochodzie Oliwia powiedziała zawiedzionym głosem: 
--------------------------------------------------------------
Nie wiem, co będzie dalej z blogiem. Mam jeszcze trzy rozdziały od Domy, a potem... Pojęcia nie mam.
W marcu minął rok, odkąd mam bloga. Ach. Chciałabym jeszcze mieć ten stary zapał do pracy, no ale cóż. Wszytsko się zmienia...
Chciałabym Was za wszystko przeprosić. Nie wiem, czy mi wybaczycie. Przepraszam. 


ROZDZIAŁ 45. GOŚCINNY OD... DOMY! 2013-01-27
 OPOWIADA HARRY:

To imię jest takie piękne... Julia... Ale jaka Julia? Skąd ją znam? Och, no przecież! Całe lata w piaskownicy bawiliśmy się razem... Potem była moją najlepszą przyjaciółką... Dlaczego o niej zapomniałem? Co się stało? Nie pamiętam... Ale czemu jej twarz jest inna? Nie taka dziecinna, jak była...

 

NIE! To niemożliwe! Stałem teraz na skrzyżowaniu. To tutaj miałem wypadek. Jak to się dzieje, że tu jestem? Nie wiem, wiem tylko tyle, że rozumiem skąd się wzięła Julia w mojej głowie. Ona tu była... Widziałem ją na tych pasach... Chyba nic jej się nie stało... Nie, widzę policjanta, który z nią rozmawia. Podszedłem do niej. Była przestraszona, nie widziała mnie. Tak jakbym był duchem. Czy ja umarłem...? Czuję taki spokój... I widzę każde zdarzenie z mojego życia! Niesamowite... Te wszystkie chwile... Ja chcę żyć!!!

 

OPOWIADA OLIWIA:

 

Rano wstałam już o siódmej, bo nie mogłam dłużej leżeć w łóżku. Nagle zadzwonił telefon. Odebrałam:

 

-Słucham?

 

-Dzień dobry! Z tej strony dr. Lenny Menderes, dzwonię, ponieważ chciałbym powiadomić panią o stanie zdrowotnym pana Harry'ego.

 

-Czy coś nie tak?

 

-Było,,nie tak'', ale już wszystko pod kontrolą. Pan Styles obudził się wczoraj z śpiączki. Na chwilę z nim porozmawiałem, by osądzić, czy nie ma zaniku pamięci. Wszystko pamiętał dobrze. Spytałem go czy dobrze się czuje, bo zauważyłem, że miał dziwny wzrok skierowany gdzieś w dal. Nie kontaktował. Teraz jest zszokowany, ponieważ przeżył śmierć kliniczną. Bardzo dobrze zrobiłaby mu wizyta kogoś bliskiego, a pani mówiła, że jest jego narzeczoną. Najlepiej by było, gdyby przyszedł też jego brat.

 

-A-ale jak to? Śmierć kliniczną? - nie mogłam uwierzyć własnym uszom.

 

-Udało nam się go uratować w ostatniej minucie. Niewiele może na ten temat powiedzieć. Oczywiście po takim przeżyciu to normalne.

 

-D-dobrze zaraz b-będziemy. - wyjąkałam z trudem. - Do widzenia.

 

-Do widzenia!

 

To była najdziwniejsza wiadomość, jaką w życiu słyszałam. Nie wiem, czy mam się cieszyć, czy płakać? Obudziłam Louisa i Klarę (żeby było nam raźniej) i pojechaliśmy do szpitala.

 

OPOWIADA KLARA:

 

Cieszę się, że Oliwia i Louis wzięli mnie ze sobą do Harrego. Ostatnio jakoś brakowało go w domu, Louis przez to nie był sobą. Tym kochającym wygłupy chłopakiem, który niczym się nie przejmuje. Całymi dniami przeglądał kanały w TV. Czasem przegadał coś z Oliwią. Myślę, że oni do siebie pasują. Nie wiem, dlaczego sobie o tym pomyślałam. Po prostu uważam, że są do siebie podobni. Oliwia? Optymistka, nigdy nie traci humoru, Louis? To samo. Oczywiście wyjątkiem są dni, w których Harry był w śpiączce, ale to zrozumiałe. Może pobawię się w swatkę? Zobaczę.

 

Weszliśmy do sali, w której właśnie leży Harry. Pierwszy odezwał się Louis:

 

-Siema stary!

 

-Hej! - powiedział zachrypniętym głosem Styles.

 

-Chłopie, nie wiesz, jakiego stracha nam narobiłeś! - I teraz wiem, że Louis powrócił. Harry'ego stać jedynie było na lekki uśmiech.

 

Pogadaliśmy z nim trochę. Kiedy wychodziliśmy, zawołał cicho:

-Czekajcie!

 

-Co jest? - spytała Oliwia.

 

-Czy moglibyście znaleźć dziewczynę, która ma na imię Julia? - zadał dziwne pytanie i dodał: - Julia Jenkinsem.

 

-Ale, kto to? I po co mamy jej szukać? - zapytałam zdezorientowana.

 

-Wiecie... Ona... Ja... To moja stara przyjaciółka. Była świadkiem mojego zderzenia z ciężarówką. Chciałbym żebyście przekazali jej, że bardzo chciałbym ją zobaczyć.

 

-Okey... Poszukamy gdzieś...W Londynie? - zgadywał Louis.

 

-Tak. Mender Street 23. Tam mieszkają jej rodzice. Powiedzcie, że ja was przysłałem.

 

-Dobra, trzymaj się! - powiedziałam i wyszliśmy.

 

 Gdy byliśmy już na korytarzu Oliwia zasłabła. Tak nagle, że nawet nie zdążyłam dobrze zrozumieć, co się dzieje. Na szczęście złapał ją Louis. Za chwilę odzyskała przytomność. Kazałam Louisowi biec po wodę do sklepu. Od razu poszłam z Oliwią do lekarza. Dobrze, że akurat byliśmy w szpitalu...

----------------------------------------------------------------
Doma wysyła mi sporo rozdziałów. Podoba mi się to. Doma prowadzi tez własnego bloga.  
love-someday-gonna-get-us.blogspot.com/. Koniecznie na niego wejdźcie i skomentujcie, bo naprawdę warto. 

Oki. A teraz... komentarze. Nie bójcie się ich zostawiać. One nie gryzą hah :D

Kocham Was i czekam na kolejne rozdziały :D

ROZDZIAŁ 44 - GOŚCINNY OD... ? 2013-01-19
 OPOWIADA ZAYN:

 

Dwie godziny temu dowiedzieliśmy się, że Harry miał poważny wypadek samochodowy. Wiadomo, że to zła wiadomość, ale przynajmniej to zdarzenie odwróciło uwagę innych od problemów Wiktorii z jej chorobą. Ja dalej nie mogę uwierzyć, że ni z tego ni z owego okazało się, że ma raka.

Kiedy Louis i Oliwia przyjechali ze szpitala, dziewczyny pobiegły pocieszać płaczącą Oliwię, a całe One Direction próbowało pocieszyć Louisa. W końcu Harry musi się obudzić z tej śpiączki! Ma nas, a my jesteśmy jego przyjaciółmi. Najważniejsze, że żyje...

 

OPOWIADA WIKTORIA:

 

Oliwia wyszła z łazienki dopiero wtedy, gdy usłyszała po raz dwudziesty:,, Prosimy Cię wyjdź!''. Przez cały czas wszystkie siedziałyśmy na podłodze i gadałyśmy:

 

-Nie wiem, dlaczego ja tak strasznie to przeżywam! - krzyczała Oliwia.

 

-Właściwie to mnie też to dziwi, że żadna z nas nie.. No.. Nie płacze tak, jak ty. - mówiła spokojnie Klara

 

-Może to, dlatego, że ty widziałaś go takiego.. „powypadkowego”? - zgadywała Marlena

 

-Wiecie... Ja jednak myślę, że tutaj chodzi o coś innego. Wiki, czy ty płakałabyś gdyby to był Zayn? - Teraz Sara spytała mnie, więc odpowiedziałam:

 

-Jest dla mnie kimś ważnym. Przecież nie siedziałabym na kanapie i nie śmiałabym się..

 

-No właśnie. Marlena a ty?

 

-Ja może nie płakałabym całymi dniami i nocami, ale oczywiście, byłoby mi bardzo przykro i smutno. Kocham Liama i gdyby coś mu się stało, to robiłabym wszystko, co w mojej mocy, by wyzdrowiał. - powiedziała Marlena

 

-Więc chyba wiem, co masz na myśli Saro.. - Już zrozumiałam, co chce przez to powiedzieć. - Chodzi o to, że dla Oliwii Harry jest ważną osobą.

 

-To nie tak. Nie tak, jak myślicie. Ja… ja… Naprawdę nic do niego nie czuję. Nie jestem pewna swoich uczuć, ale wiem na pewno, że Harry nie jest tym jedynym. Muszę się nad wszystkim zastanowić. Muszę pomyśleć. Idę odpocząć. - wysłowiła się przez łzy Oliwia.

 

-Jasne, prześpij się. To ci dobrze zrobi. - odezwała się Klara, po czym wyszłyśmy z pokoju.

 

Kiedy dziewczyny schodziły na dół zadzwonił mi telefon….

 

-Halo?

 

-Dzień dobry! Dzwonię do pani z przypomnieniem, że jest pani dzisiaj umówiona z doktorem Zalewskim.

 

-Och! Dziękuję bardzo za przypomnienie! Ta wizyta jest o 19: 30, tak?

 

-Tak. Będzie pani?

 

-Oczywiście. Dziękuję jeszcze raz za przypomnienie! Do widzenia!

 

-Do widzenia!

 

Zeszłam na dół do przyjaciół. Siedzieliśmy w ciszy, aż wróciła Oliwia.

- Nie dam rady spać. Nie w takich chwilach. 

- Jasne. Rozumiemy Cię – powiedziałam

 - To moja wina – Blondyn spuścił głowę.

 - Niall, to nie tak..  - wtrąciła Sara.

 - A jak? To ja się z nim pokłóciłem, gdyby nie ja, nie wybiegłby, nie byłoby wypadku...

 - Nie obwiniaj się. Przecież to nie twoja wina. Kto by przewidział, że Harry miałby wypadek? Przeznaczenie - wzruszył ramionami Louis, ale widać było, że cierpi.

- Powinniśmy tam jechać! – powiedziałam wstając.

 - Kochanie, już po godzinach odwiedzin. Musimy się przespać z tą wiadomością - mówił Zayn łagodnie.

- Ale...

 - My też powinniśmy im coś powiedzieć - spojrzał na mnie znacząco. Nikt nie wiedział, o co mu chodzi.  Niall spojrzał pytająco na Sarę. Też nic nie wiedziała.

- Lepiej nie. Harry dopiero miał wypadek, nie możemy im teraz tego powiedzieć.– tłumaczyłam mu szeptem.

 - Ale Wika...

 - Nie. Koniec tematu. Później, jak Harry wyzdrowieje.

 - Eee... – wybąkał Niall - Możemy wiedzieć, o co kaman?

 - Później - powiedziałam krótko. Zayn pokręcił zrezygnowany głową.

 - Chce ktoś coś do jedzenia? – spytał Blondyn towarzysko.

 - Niall, jak możesz myśleć w takiej sytuacji o jedzeniu? - oburzyła się Sara.

 - Czyli nikt nie chce...

 - No jasne, że nie! Harry miał wypadek, raczej nikt głodny nie jest!

 - Dobra, tylko spytałem, spokojnie...

     Poszłam do swojego pokoju. Przez to wszystko zapomniałam, że miałam razem Zaynem jechać do lekarza. Miałam ostatnio jeszcze raz robione badania i dzisiaj miały być wyniki. Wysłałam mu SMS'a i wymknęliśmy się z domu tylnymi drzwiami, żeby nie było pytań typu: ,, Gdzie idziecie? '' ,,Gdzie się urywacie w takiej chwili?! '' Itd.

 

Gdy dojechaliśmy, wzięłam głęboki wdech i wysiadłam z samochodu. Byłam taka zdenerwowana, że aż ręce mi się trzęsły. Zayn tego nie okazywał, ale czułam, że też jest zestresowany. Sekretarka wywołała mnie i weszliśmy do gabinetu. Lekarz z zadowoloną miną powiedział:

 

-Mam dla państwa dobrą wiadomość. Wyniki badań wyszły bardzo dobrze, ale to jeszcze nie to... - przestał mówić na chwilę żeby zobaczyć naszą reakcję. - Chodzi o to, że bardzo mnie zastanawiało, co też mogło być przyczyną pani choroby.. Wczoraj okazało się, że stwierdzenie o raku nie dotyczyło pani.

 

-Jak to? - Byłam zdziwiona i tylko tyle zdołałam powiedzieć.

 

-Jest pani zdrowa! Nie ma pani raka! Po prostu źle były zakodowane wyniki poprzednich badań!

 

-Wiktoria!! - krzyknął Zayn - Jesteś zdrowa! Kocham Cię!

 

Wyszliśmy szczęśliwi trzymając się za ręce. Chociaż na chwilę zapomnieliśmy o Harrym...

 Opowiada Harry:

 Byłem w ciemnościach. Powoli opadałem w dół, ale coś pchało mnie w górę. Ciągnęło za rękę. Wolałem iść niżej, tam było lepiej, cieplej, a nie w lodowata powierzchnia. Jednak z każdą minutą mój opór słabł. Coraz szybciej leciałem do góry. Przypomniała mi się jakaś twarz. Wytężałem umysł, by przypomnieć sobie imię. Już zaraz miałem być na powierzchni. Coś piknęło. Przypomniało mi się imię…


----------------------------------------------------------------

Witam kochani!
Ten rozdział jest bardzo wyjątkowy, ponieważ jest... połączony! Dostałam w tym tygodniu dwa rozdziały. Każdy miał w sobie "to coś". Nie mogłam się zdecydować. Połączyłam je!

Czekam na kolejne rozdziały.

Doma, Paula - gratuluję Wam takiego wspaniałego talentu do pisania!

Buziaczki :** 

ROZDZIAŁ 43 - GOŚCINNY OD... DOMY! 2013-01-13
 OPOWIADA LOUIS:


Staliśmy z Oliwią jak sparaliżowani. Harry leżał nieprzytomnie z zabandażowaną głową. Rękę miał chyba złamaną, bo była w gipsie... miał kołnierz ortopedyczny. 

Nie wiedziałem co robić, jednak mimo że spanikowaliśmy, Oliwia wiedziała co ma zrobić. Podeszła do pielęgniarki i zaczęła z nią rozmawiać, a ja dalej stałem jak kołek i patrzyłem na Harrego. Kiedy Oliwia wróciła, powiedziała:

 -Pielęgniarka nie mogła udzielić mi szczegółowych informacji, ale powiedziała, że Harry jest teraz w śpiączce. Kiedy potrąciła go ta ciężarówka, mocno uderzył się w głowę. Ma też urażenie kręgosłupa...

Teraz już kompletnie nie rozumiałem tego, co ona do mnie mówiła. Mój najlepszy przyjaciel w śpiączce? Urażenie kręgosłupa? Co to znaczy?!
Kiedy zauważyłem lekarza od razu do niego podbiegłem i wyjaśnił:

- Harry jest w śpiączce. Sądzimy, że może mieć zaniki pamięci. Niestety nie będzie mógł normalnie chodzić...

-Jak to?! Nie ma żadnych szans?! - przerwałem z przerażenia i darłem się na cały szpital.

-Są, lecz marne. Na dodatek ma złamany nadgarstek.

-Ale czy on się wybudzi z tej śpiączki?

-To pokaże już tylko czas. Najlepiej gdyby codziennie przychodziły do niego bliskie mu osoby i ,,rozmawiały'' z nim. To mogłoby pomóc.

Byłem zdezorientowany...

OPOWIADA NIALL:

Ja, Sara, Liam, Marlena i Klara siedzieliśmy w salonie w niezręcznej ciszy. Od dwóch godzin nie ma Harrego, Louisa i Oliwii. W końcu odezwała się Marlena:

-Słuchajcie, to trochę niepokojące...

-Ale co? - spytała Sara

-No my..

-Hę? - teraz już nie rozumiałem.

-Bo Zayn i Wiktoria są jacyś tacy zdenerwowani. Mało spędzają z nami czasu i o wszystko się złoszczą. Niedługo przecież ta trasa koncertowa, a my jesteśmy tacy.. zgaszeni.. - wytłumaczyła Marlena

-Marlena ma rację, powinniśmy zwołać wszystkich tutaj i pogadać. Może oni mają jakieś problemy? Powinniśmy im pomóc. - odezwał się Liam.

-Ok to ja zadzwonię po Oliwię, Louisa i Harrego, a wy idźcie po Wiki i Zayna. - zarządziła Klara, a my się z nią zgodziliśmy.

Po chwili wszyscy siedzieliśmy na kanapie. Klara wróciła ze swojego pokoju i oznajmiła, że Oliwia nie ma zasięgu, Harry ma wyłączony telefon, a Louis po prostu nie odbiera. Zaczęliśmy się martwić i myśleć gdzie mogli pójść. W pewnej chwili drzwi się otworzyły i weszli Louis i zapłakana Oliwia.

Od razu spytaliśmy:

-Co jest? Gdzie Harry? Coś się stało?

Oliwia rozpłakała się i poszła do łazienki, a Louis opowiedział nam o wypadku Harrego.

Nie wiedzieliśmy co ze sobą zrobić... Dla nas wszytskich to był szok. Prawdziwy szok...

----------------------------------------------------------------
W tym tygodniu dostałam 2 rozdziały 43. Musiałam podjąć decyzję, która nie była łatwa. Rozdziały Domy i Lusi okazały się naprawdę dobre. Zastanawiałam się dość długo. Jednak... wybrałam rozdział Domy. Przesądziło chyba to, ze nie lubię akcji w szpitalach. Nie wiem, czemu, ale to taki mój mały kaprys. 

Lusiu! Nie przejmuj się. Twój rozdział takze był świetny! Ale gdybym mogła to dodałabym dwa. Jezeli Cię uraziłam to najmocniej przepraszam. Mam nadzieję, ze nadal będziesz próbowała, bo naprawdę masz talent. ;)

Domi! Twój rozdział okazała się jednak lepszy. Gratuluję! Mam nadzieję, ze dostanę ich więcej ;)

A pozostałych czytelników zapraszam do kończenia dalszej części opowiadania.

Kocham Was!
Buziaczki :***
Niczka <3



ROZDZIAŁ 42 - GOŚCINNY OD PAULI :** 2013-01-07
 -OPOWIADA HARRY-

Wkurzyłem się. Wszyscy na mnie wrzeszczeli, jakby to była moja wina, że Wiktoria się wkurzyła!

- Dobra, jak wam się tak nie podoba, to spadam - wstałem i wybiegłem z domu. Wsiadłem do mojego samochodu. "Cholera" - myślałem - "Oczywiście o wszystko obwiniają mnie! Przecież ja nic nie zrobiłem! Tylko powiedziałem, żeby nie wrzeszczała! Od razu wielkie halo!" Naburmuszyłem się. "Pewnie miała miesiączkę" - uśmiechnąłem się złośliwie. Niespodziewanie pomyślałem o Olivi. Zastanawiałem się co ona o mnie myśli po tej kłótni. Nie zwracałem uwagi na jezdnię, nagle usłyszałem tylko pisk opon i światło...

- OPOWIADA OLIVIA -  

- Ey... Harry ma rację - wtrąciłam po niespodziewanym wyjściu chłopaka.

- Następna! Posłuchaj.. - powiedział Niall.

- Nie! To ty posłuchaj! - przerwałam mu wściekła -  Czemu wrzeszczałeś na Harrego? On tylko wtrącił, żeby na nas Wiktoria nie wrzeszczała! Wybiegła nagle i zaczęła się złościć. To nie jest jego wina! Może po prostu dziewczyna ma zły dzień, yyy.. miesiączka, albo co innego! Zauważyłam, że jak Harry powie coś nie tak, nawet jak będzie to niegroźne, to od razu na niego krzyczycie! Tak nie można! Wkurza mnie już to! Niby wy jesteście lepsi? Sami walicie czasem komentarze, pożal się Boże! Niby banda Świętoszków, a Harry to najgorszy? Nie chce mi się z wami gadać, idę do pokoju.

Wbiegłam na schody i od razu się udałam tam gdzie zamierzałam.

"Kretyni! Harry wszystkiemu winny! Banda popaprańców!"

Wściekałam się chwilę na nich w myślach i po godzinie zasnęłam. Obudziło mnie głośne pukanie do drzwi.

- Czego? - warknęłam. Nadal nie byłam w humorze.

- Olivia, mogę wejść? - usłyszałam cichy głoś Louisa.

- Jasne - westchnęłam.

- Posłuchaj - powiedział gdy wszedł - Martwię się o Harrego. Nie ma go on kilku godzin. Inni uważają, że... No w każdym razie nie wraca! Dzwoniłem do niego, ale nie odbiera.

- Cholera... Może... Trudno mi to powiedzieć, ale może miał wypadek? Był strasznie wściekły, a ja się temu nie dziwię!

- Dobra, ale mam nadzieję, że go tam nie będzie.

Podzwonił po kilku szpitalach. Zadzwonił do ostatniego na liście i spytał się:

- Dzień dobry, Mówi Louis Tomillson, czy przypadkiem nie trafił do was Harry Styles?

- ...

- Co mu się stało? - zdenerwował się Louis. " O nie " - pomyślałam.

- ...

- Matko... Dobrze, zaraz przyjadę - zakończył rozmowę Lou.

- I co? I co? - dopytywałam się.

- Harry miał wypadek samochodowy. Nie patrzył na jezdnię i wjechała w niego.. wjechała.. - załamał się.

- C-ciężarówka? - wykrztusiłam.

- Niestety tak..

- Boże... Musimy tam jechać, szybko! - poganiałam go!

- Trzeba powiadomić resztę..

- Chrzanić, jedziemy!

Wyskoczyliśmy z mojego pokoju i pobiegliśmy po samochód Louisa. Ruszyliśmy z piskiem opon i po chwili byliśmy przy szpitalu.

- Proszę mi powiedzieć, pokój Harrego Stylesa!

- Jesteście z rodziny?

- Ja jestem... narzeczoną, a to jest mój brat! - wskazałam na Louisa.

- Dobrze, pokój 125, 3 piętro.

- Dziękuję.

Szybko ruszyliśmy do windy. Gdy skończyła się "przejażdżka" zaczęliśmy szukać pokoju nr. 125.

- Jest! - krzyknęłam!

- Dobra, Oli ty wchodzisz pierwsza, ja po tobie.

- Na pewno?

- Tak, właź.

To co ujrzałam zamroziło mi krew w żyłach...

----------------------------------------------------------------

Ten rozdział napisała Paula. Baardzo mi się spodobał i dlatego zamieściłam go na blogu.

UWAGA UWAGA!

Mam nowy pomysł!

Moi drodzy czytelnicy, jeżeli lubicie pisać i macie mnóstwo pomysłów związanych z opowiadaniem, to na co czekacie?! Wysyłajcie mi swoje rozdziały. TO TERAZ WY BĘDZIECIE KOŃCZYĆ TĘ OPOWIEŚĆ!

Więc zasady są takie.

      1. Jeżeli na blogu pojawi się nowy rozdział to jest on dokończeniem poprzedniego. 

2.    2. Jeżeli zobaczycie, że pojawiło się coś nowego, to przeczytajcie to i jeżeli macie pomysł to dokończcie to w taki sam sposób, jak Paula. Ja wybiorę zakończenie, które najbardziej przypadnie mi do gustu i jest przede wszystkim oryginalne.  

    3. Rozdziały będę dodawała w każdą sobotę, jeżeli przyjdzie do mnie jakiś rozdział, jeżeli nie to sama spróbuję to wszystko jakoś sklecić.   

    4. Teraz taka prośba. Nie wplątujcie dużo własnych wątków. Próbujcie kończyć to co zaczęły Wasze poprzedniczki. Możecie oczywiście mieć własne pomysły, ale chodzi mi o takie coś, że w jednym rozdziale jest Wiktoria, w drugim Sara, w trzecim Olivia. Próbujcie kończyć :D   

    5. SWOJE PRACE WYSYŁAJCIE NA TEN ADRES E-MAIL: WERONICZKA9888@INTERIA.PL   

  6. RAZEM STWÓRZMY NIEPOWTAŻALNE I ŚWIETNE OPOWIADANIE. DAMY RADĘ! :D   

KOCHAM WAS :**
BUZIACZKI :** 

 

ROZDZIAŁ 41 - POWRÓT! 2012-12-30
 -OPOWIADA WIKTORIA-

To coś naprawdę dziwnego. Źle się czuję. Wszystko mnie boli. Co jest? Nie mogę zachorować w takim momencie. To wszystko mnie przytłacza. Ok. ok. Dramatyzuję, ale naprawdę się tego boję. Coś jest ze mną nie tak. Nie jestem już tą samą Wiktorią, którą byłam na początku… Wszystko się zmieniło…

- Ej słońce, co jest? – Zayn położył się obok mnie na łóżku.

- Nie wiem. Ja nie daję rady. Odchodzę z zespołu…

Zayn spojrzał na mnie.

- Co ty wygadujesz? Dobrze się czujesz? Ej mała, co jest?

- Nic. Ja po prostu chyba za długo siedziałam w domu…

- Jak to nic? Dobra, nie wnikam, ale z zespołu nie odejdziesz po dobroci. – powiedział Zayn i pocałował mnie w szyję. – Mówisz, że za długo siedzisz w domu, tak?

- No coś w tym stylu.

- No to jutro zabieram cię na kolację do moich rodziców. Będą też moje siostry. Chcę cię w końcu przedstawić mojej rodzince. – uśmiechnął się.

- To będzie dla mnie zaszczyt. – powiedziałam i pocałowałam Zayna. – Czekaj jutro nie mogę.

- Dlaczego?

- Ym. Po prostu nie mogę. Proszę nie wnikaj.

- Dobrze. Przełożę to na pojutrze.

Była godzina dziesiąta i sama nie wiem, kiedy zasnęłam przy boku mojego chłopaka.

***

Gitara? Pianino? Krzyki?

Mój poranny budzik nienastawiony, a rano zawsze dzwoni.

Ociężale zwaliłam się z łóżka i włączyłam komputer. Nic mi się dzisiaj nie chciało. Nic.

Gitara, pianino, krzyki, gitara, pianino, krzyki. Łeb mi to wszystko rozsadzało! DOŚĆ!

Zbiegłam po schodach i krzyknęłam:

- CZY WY NIE MOŻECIE BYĆ PRZEZ CHWILĘ CICHO! KIEDY BYM SIĘ NIE OBUDZIŁA ZAWSZE JAKIEŚ WRZASKI I GITARY! WEŹCIE DAJCIE MI SIĘ ODPRĘŻYĆ! – krzyczałam na cały dom.

-OPOWIADA SARA-

Wiktoria jest naprawdę zestresowana i zła na cały świat. Podobnie zachowywała się w Polsce przed wysłaniem naszego demo. Ten cały szum, stres i ciągłe napięcie ją przytłacza. Szkoda mi jej. Naprawdę mi jej szkoda.

- Wiktoria, uspokój się. Przecież mogłabyś powiedzieć to spokojnie. – powiedział Harry.

Wiki teraz baardzo się zdenerwowała. Już miała wybuchnąć, gdy...

Nic nie powiedziała. W jej oczach zabłysły łzy. Odwróciła się na schodach i pobiegła w kierunku swojego pokoju. Usłyszałam tylko głośny trzask drzwi.

- Czy może ktoś wie, co jej jest? – zapytał Harry.

- Czy człowiek nie może mieć gorszych dni? – zapytał Zayn – Czemu tak na nią naskoczyłeś?!

- Ja na nią naskoczyłem?! Przecież nic złego nie powiedziałem!

- Jasne, jasne. Ty zawsze jesteś niewinny, a wszyscy dookoła ciebie to podnóżki i służący! – wrzasnął Zayn.

- Ej, chłopcy! Przestańcie! – powiedział Liam.

- Wiesz co? Nie mam zamiaru już z nim więcej dyskutować! A następnym razem niech trzyma język za zębami!

- OPOWIADA ZAYN –

- Wikuś, mogę wejść? – zapytałem powoli otwierając drzwi.

Usłyszałem tylko ciche „mhm”. Wiktoria siedziała przy łóżku. Twarz ukryła w poduszce. Powoli do niej podszedłem. Usiadłem obok niej i mocno objąłem.

- Czy na pewno wszystko w porządku? Ostatnio strasznie dziwnie się zachowujesz. Mnie możesz powiedzieć, co się stało. – powiedziałem

Podniosła głowę. Otarłem łzę na jej policzku. Wytarła oczy rękawem, spojrzała mi w oczy i powiedziała:

- Czasami się zastanawiam, czy nie popełniłam największego błędu w całym moim życiu.

- Kochanie, co się dzieje? Nie strasz mnie.

- Powiem tylko i wyłącznie tobie, dobrze?

- Oczywiście.

- Ostatnio byłam u lekarza…

- Jesteś w ciąży?! – zapytałem zdziwiony.

- Nie. Jak wiesz ostatnio jestem inna. Denerwuję się przed kolejną wizytą. Ja… Podejrzewają u mnie nowotwór krwi. Rozumiesz?! NOWOTWÓR!

Osłupiałem. Ona płakała rzewnymi łzami, a ja nie mogłem nic zrobić. Nic.

- Jestem z tobą, rozumiesz? Jestem i będę. Zawsze! Kiedy masz kolejną wizytę?

- Jutro. – powiedziała Wiktoria zanosząc się płaczem.

- Pójdę z tobą. Razem przez to przejdziemy. Razem to przezwyciężymy!

- OPOWIADA SARA –

Zayn jest na górze, a na dole trwa kłótnia w najlepsze, do której przyłączył się również Niall i Louis. Chłopcy wytykali sobie wszystkie błędy. Naprawdę było ostro.  Louis stanął po stronie Harrego, a Niall po stronie Liama.

- Zayn miał rację! Zawsze wszystko komplikujesz i uważasz się za jakiegoś boga! – krzyknął Niall

- A Wy to co? Niewiniątka jedne! Mam tego dość! Wychodzę! – wrzasnął Louis i wyszedł trzaskając drzwiami.

----------------------------------------------------------------

Wiem, że rozdział nie jest jednym z najlepszych, ale sami wiecie, jak to jest. :/ Za tydzień postaram się dodać następny. Mam nadzieję, że wytrzymacie. Co ja mówię?! Jeżeli ktoś – za co dziękuję z całego serca – przetrwał ze mną ten mały „kryzys” to na pewno poczeka ten, jakże „krótki” tydzień. :D

Kocham Was i proszę o komentarze :*******

WRÓCIAŁAM DO WAS!

WIADOMOŚĆ! 2012-10-14
 
 
Witajcie moi drodzy!

Jak już zapewne zauważyliście baaardzo długo nic nie napisałam. Przepraszam Was, najmocniej na świecie przepraszam...

Ostatnio dużo się dzieje w moim życiu. Nowa szkoła, nowi koledzy i ogrom nauki. 

Jest mi bardzo smutno to ogłosić, ale... na razie zawieszam bloga... :(

Pod koniec tamtego roku szkolenego miałam dużo wolnego czasu, bo wszytsko dobrze pozaliczałam i nie miałam co poprawiać. W wakacje też miałam dużo czasu, a teraz...?

Sami widzicie. Moja nowa szkoła jest na dość wysokim poziomie i muszę maprawdę zakouwać, żeby dostać dobrą ocenę...

Ale ja nie kończę pisania.... Przecież niedługo zaczyna sie przerwa świąteczna, a później ferie. 

Wybaczcie mi. Ja naprawdę nie wiedziałam, że tak to się skończy.

Jestem Wam ogromnie wdzięczna, że cały czas byliście ze mną, że mnie wspieraliście. To dla mnie naprawde bardzo ważne.

Kocham Was najmocniej na świcie i... do ferii...





ROZDZIAŁ 41 2012-09-15
 -OPOWIADA LIAM- 

Nie sądziłem, że Marlenie spodoba się lot balonem, jak widać myliłem się. Jestem bardzo szczęśliwy, że mam przy sobie taką osobę, jak ona. Naprawdę bardzo ją kocham.

Jechaliśmy samochodem, gdy do Marleny zadzwonił telefon.

- Halo.

-…

- Ale teraz?

-…

- Czekaj, zaraz zapytam. –odsunęła telefon od ucha i zwróciła się do mnie – Liam, Wiktoria pyta, czy o piątej będziemy już w domu? John do niej zadzwonił i powiedział, że musi z nami porozmawiać.

- Powiedz jej, że raczej będziemy. – odpowiedziałem.

- Liam mówi, że powinniśmy się wyrobić.

-…

- No cześć.

Ostatni raz widziałem się z Johnem, kiedy na nas nawrzeszczał. To na pewno nie jest jedno z moich najlepszych wspomnień. Bardzo mnie ciekawiło, co chce nam powiedzieć. Może chce nas przeprosić albo - co jest bardziej prawdopodobne - my mamy przeprosić jego?

Postanowiłem już więcej o nim nie rozmyślać. Ten dzień chciałem spędzić z Marleną i nie będę sobie zaprzątał głowy, tym, co chce nam powiedzieć John.

- To gdzie jedziemy? Jest dopiero jedenasta. – zapytała Marlena

- Teraz jedziemy na London Eye. Lęku wysokości nie masz, więc to będzie sama przyjemność. Potem pójdziemy do restauracji, mam już zamówiony stolik, zjemy obiad i pojedziemy do domu. Podoba się? – zapytałam

- Jaki Ty jesteś zorganizowany. No, no masz u mnie plusa. – powiedziała Marlena, a ja się uśmiechnąłem i skupiłem się na drodze. 

London Eye nie było blisko. Drogi nie były zbyt przejezdne, dlatego dojechaliśmy tam na godzinę dwunastą. Zaparkowałem samochód i poszedłem kupić bilety. Wróciłem po paru minutach. Dałem Marlenie jej bilet, objąłem ją w talii i podeszliśmy bliżej do „diabelskiego młyna”. Pomogłem Marlenie wejść i nim się obejrzałam już byliśmy dość wysoko. Byliśmy sami, dlatego nie szczędziliśmy sobie czułości.

- Pięknie tu. – powiedziała Marlena. – Uwielbiam takie wysokości. Poprawka. Uwielbiam takie wysokości z tobą. – wplątała rękę w moje włosy i zaczęliśmy się zachłannie całować.

To była najlepsza chwila w moim życiu. Byliśmy sobą tak zajęci, że nawet nie zrobiliśmy żadnego zdjęcia. Najlepsza randka w moim życiu.

Niestety wszystko się z czasem kończy. „Diabelski młyn” wykonał pełny obrót i musieliśmy już wysiąść.

- Cudownie było. Naprawdę – powiedziała Marlena.

- Cieszę się, że się podobało, a teraz jedziemy coś zjeść, bo na pewno jesteś już głodna.

Pojechaliśmy w kierunku restauracji. Zjedliśmy pyszny obiad i udaliśmy się do domu. Gdy weszliśmy z Marleną do domy było wpół do piątej. Przejechałem wzrokiem po osobach siedzących w salonie. Wiktoria, Zayn, Harry, Oliwia i… Adam.

Adam? Ale skąd? Myślałem, że Marlena nie chce go już więcej widzieć na oczy! Co jest grane?

- Cześć wam. – powiedział Adam.

- Cześć Adam. – powiedziała Marlena i przywitała się z Rudym. – Jest już John?

Marlena na luzie rozmawiała z Adamem, a ja stałem, jak słup soli i tylko się temu przyglądałem. Oni się pogodzili? Kiedy?

- Liam, co tak stoisz? Chodź usiądź! – zawołała Oliwia.

Dopiero teraz obudziłem się z mojego „transu”. Uśmiechnąłem się i usiadłem na kanapę obok Harrego. Po jakimś czasie dołączyła do mnie Marlena i usiadła obok mnie.

- Adam, a tak właściwie, to, co od nas chce John? – zapytała Marlena, a ja i Wiktoria patrzyliśmy na Adama, jak na jakiegoś robaka. On uśmiechnął się przyjacielsko, ale nikt nie odwzajemnił uśmiechu oprócz Marleny i Oliwii.

- Nie za bardzo wiem, o co chodzi, ale mam dla was niespodziankę.

- O co chodzi? – zapytała Oliwia.

- Będę waszym nowym tekściarzem i kompozytorem piosenek. Właśnie pracuję nad waszym pierwszym singlem i… dobra więcej nie powiem. Zaraz na pewno przyjdzie John.

Nie no, nie wytrzymam. Adam nowym tekściarzem?

- To super. Przecież to ty napisałeś wszystkie piosenki z naszego demo. – powiedziała Klara.

- Też się cieszę z naszej współpracy. – powiedział Adam i frontowe drzwi się otworzyły. Stał w nich uradowany od ucha do ucha John.

- Witam, witam moi drodzy! Ale mam dobre wieści. Bardzo, bardzo dobre wieści! Macie może coś do picia? Jestem strasznie spragniony. Ale dobre wieści.

Jeszcze nigdy nie wiedziałem Johna tak szczęśliwego. Dobrze, że nie jest już na nas zły, za tamto, ale bardzo ciekawiła mnie jago wiadomość.

- Jakie dobre wieści? – zapytał Zayn.

John zaśmiał się.

- Dobra to najpierw chłopcy. Za trzy tygodnie będziecie mieli małą trasę po Wielkiej Brytanii. Będzie trwała około dwóch tygodni, a potem…. A potem…

- No, co potem? – zapytał Louis

Wszyscy byli w wielkim napięciu. John ledwo łapał oddech. Był naprawdę zafascynowany.

- A potem będziecie mieli światową trasę! Będzie ona trwała około pięciu miesięcy! Ale najlepsze jest to, że… że jadą z wami dziewczyny! – krzyknął John.

Byłem w naprawdę wielkim szoku, chociaż to było oczywiste, że dziewczyny z nami pojadą, ale jednak ten ton głosu Johna i te całe zamieszanie naprawdę mną wstrząsnęły.

Dziewczyny skakały i piszczały, a chłopcy się śmiali.  Ze „zbiorowego szczęścia” najpierw ocknęła się Sara:

- Ale czemu jesteś aż taki szczęśliwy, że The Compose jedzie z 1D? – zapytała.

- Eee. No, bo wiecie… no. Dla dziewczyn mam trochę gorsze wiadomości.

- Jak to gorsze? – zapytała Marlena

- Dobra, zacznę od początku. Zaraz wszystko wam wytłumaczę.

- No tłumacz. – powiedziała Wiktoria, już trochę zdenerwowana.

Byłem bardzo zafascynowany tą tajemniczością Johna. Najpierw dobre wieści, a potem złe. Co jest grane?

- Dziewczyny, na rynek wchodzi nowy zespół o nazwie Little Mix. Wygrał on jedną z edycji X Factora i teraz robi dość dużą karierę, ze swoim nowym singlem „Wings” www.youtube.com/watch.Boję się, że może on być dla was dość dużą konkurencją. Postanowiłem, więc, że trzeba, jak najszybciej zająć się waszym singlem. Adam już go skończył i według mnie jest znakomity. Jego tytuł to Freedom. Zaraz rozdam wam teksty i nuty, a Adam zagra na gitarze. Wiem, że to wszystko dzieje się dość szybko, ale sami widzicie, jaki jest rozwój wydarzeń. Pojedziecie z 1D w trasę i będziecie się wybijać. Adam się wszystkim zajmie.

- Mam dla każdej z was po solowej piosence. Uważam, że to będzie bardzo oryginalne. Płytę wydamy wkrótce. – powiedział Adam.

- Ale przecież nie mamy jeszcze żadnych nagrań. Nic. Kompletnie nic! – powiedziała Sara.

- No właśnie o tym mówię. Będziemy mieli około pięciu tygodni na nagranie płyty. Wiem, że to będzie bardzo trudne, ale myślę, że nam się uda. Prace zaczynamy od jutra. Nie będzie żadnych dni wolnych. Codziennie będziemy nagrywać. Gdyby nie konkurencja, to nie trzeba byłoby się tak śpieszyć, ale sami widzicie, jak jest.

Teraz panowała grobowa cisza. Dziewczyny były przerażone tym wszystkim.

- No… to… chcecie usłyszeć nową piosenkę? A tak właściwie zaśpiewać? – zapytał John

- Możemy spróbować. – odpowiedziała Wiktoria.

Dziewczyny zrobiły parę prób. Razem brzmią cudownie. Po godzinie ćwiczeń śpiewały tak:

http://deejayjerry.wrzuta.pl/audio/1oz3WvHYLmn/sugababes_-_freedom_album_version

Myślę, że do naszej światowej trasy będą śpiewały lepiej od nas.

- Adam. A mówiłeś coś o solowych piosenkach. – powiedziała Klara.

- Mówiłem i dla każdej z was mam, jak na razie po dwie. Ale poćwiczymy dopiero jutro, bo jest już ósma. Odpocznijcie, a jutro zaczniemy pracę.

 

 

 Adam wstał z kanapy razem z Johnem i wyszli z domu dziewczyn. Pożegnałem się z Marleną i razem chłopakami poszliśmy do domu. Coś czuję, że to będzie bardzo trudny okres dla nas wszystkich…



----------------------------------------------------------------


Przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziału, ale ta szkoła mnie dobija. Codziennie muszę wstawać o szóstej rano i jeździć autobusem z niezbyt miłym kierowcą. Co ja mówię, wrednym kierowcą!

Na początku września bardzo poważnie myślałam o zwieszeniu bloga na jakiś czas. Przemyślałam to i myślę, że na razie nie ma takiej potrzeby. Wiem, że trochę się opuściłam w dodawaniu rozdziałów, ale ta szkoła… We czwartek pani od chemii już wzięła mnie do odpowiedzi. Dla mnie szkoła i nauka jest bardzo ważna i mam nadzieję, że się na mnie nie obrazicie lub przestaniecie czytać moje opowiadanie, ponieważ rozdziały będą dodawane trochę rzadziej. Bardzo bym chciała mieć, jak najwięcej czytelników. Każdy komentarz jest dla mnie bardzo ważny i dzięki niemu mam banana na twarzy J Nie wiem, czy pogodzę bloga i naukę. To wszystko jest naprawdę dla mnie bardzo trudne, ale liczę na Wasze wsparcie i wyrozumiałość.

Ten rozdział jest według mnie nawet długi. Bardzo proszę o Wasze komentarze, bo im jest ich więcej tym bardziej chce mi się pisać i piszę wtedy o wiele dłuższe rozdziały. To wszystko zależy od Was.

 

Kocham Was bardzo bardzo bardzo i jestem Wam naprawdę za wszystko wdzięczna.

Buziaczki :******************

KONKURS!! 2012-09-01
 SŁUCHAJCIE!!!! MAM DO WAS WIELKĄ, WIELKĄ PROŚBĘ, A MIANOWICIE NA BLOGU stories--about-1d.blogspot.com/ ZGŁOSIŁAM MÓJ BLOG NA OPOWIADANIE WRZEŚNIA. JEŻELI PODOBA WAM SIĘ MOJE OPOWIADANIE TO BARDZO BYM PROSIŁA, ABYŚCIE NA MNIE ZAGŁOSOWAŁY. MAM NUMEREK 8 :) JEST TO DLA MNIE BARDZO WAŻNE I MAM NADZIEJĘ, ŻE MI POMOZECIE :) 

BYŁABYM WAM NAPRAWDĘ BARDZO WDZIĘCZNA. 
Z GÓRY DZIĘKUJĘ I KOCHAM WAS :***
NIESPODZIANKA - CHARAKTERYSTYKA MARLENY WILOW 2012-08-31
 Witam Was kochani. Przeczytajcie to co napisałam. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. 

Marlena Wilow (ur. 5 września 1993)

Wiktoria Astor (ur. 23 lipca 1993)

Sara Martel (ur. 8 kwietnia 1994)

Klara Subisz (ur. 19 listopada 1993)

Oliwia Morusz (ur. 1 czerwca 1992)



CHARKTERYSTYKA MARLENY WILOW

Marlena Wilow. 19 lat.

Marlena w Polsce zwykle ubierała się na czarno. Nikt nie wiedział, z jakiego powodu to robi. Oczywiście miała w tym jakiś cel. (Jaki? Tego dowiecie się czytając dalej.)  Miała kruczoczarne włosy. Nie należała do niskich, wręcz przeciwnie była bardzo wysoka.  Jej gust zmienił się diametralnie, gdy przyjechała do Londynu. Pewnego razu, gdy była bardzo przytłoczona swoimi osobistymi problemami, po prostu zmieniła swój wizerunek. Teraz możemy podziwiać ją w kasztanowych włosach i w zupełnie innych ubraniach. Teraz nie ubiera się już zawsze na czarno. Może wreszcie coś zrozumiała i po prostu dorosła? Marlena zrobiła także tatuaż na prawym ramieniu w kształcie kokardki. Nie ma on chyba jakiegoś większego znaczenia w życiu dziewczyny. Oczywiście takie rzeczy, jak oczy, czy usta wcale się nie zmieniły. Marlena ma bardzo pełne malinowe usta i brązowe oczy. Oczywiście nie można zapomnieć o najważniejszym: dziewczyna ma bardzo ciemną karnację. (Z czego to wynika? Czytajcie dalej, a na pewno się dowiecie) Jednym słowem jest naprawdę ładna.

Ogólnie Marlena w Polsce była bardzo pyskata i niedostępna. Przez jakiś czas nie zawierała żadnych przyjaźni i żyła własnym życiu. Gdy zapoznała się z dziewczynami trochę się to zmieniło. Umiała poradzić sobie ze wszystkim. Jednym słowem była bardzo samodzielna. W UK jej zachowanie się trochę zmieniło. Nie jest już taka pyskata i niedostępna. Ma wielu przyjaciół i stara się pomagać im na każdym kroku (o ile nie ma własnych problemów) Czyżby Marlena zrozumiała, że jej „poprzednie wcielenie” było bardzo egoistyczne? Myślę, że tak, bo dziewczyna bardzo się zmieniła.

A teraz trochę ogólnie o charakterze Marleny i jej wadach i zaletach. Największa zaletą Marleny (a może wadą?) Jest to, że bardzo szybko przebacza. Nie potrafi długo się na kogoś gniewać, co w gruncie rzeczy prowadzi do tego, że jest lekko łatwowierna. Oczywiście Marlena nie da sobie w kaszę dmuchać. Potrafi postawić na swoim. Ma jeszcze jedną zaletę. Potrafi przyznać się do błędu, który popełniła, jednak jej wada jest taka, że tych błędów popełnia dość sporo.

Oczywiście przyszła pora na umiejętności Marleny. Umie genialnie śpiewać i chyba jestem zdania, że robi to najlepiej z całego zespołu. Niestety dziewczyna nie potrafi grać na żadnym instrumencie. Jedyne, co ją pociągało to śpiew, a instrumenty, jak to mówi „Pozostawia dla mniej nerwowych ludzi”. Marlena potrafi genialnie rysować. Czasami nawet myślała o karierze artysty. Ja widać nie została nim.

Nadszedł w końcu czas na szkołę. Oceny Marleny były dość przeciętne. Jej ulubionym przedmiotem był angielski. Mówi nim bardzo płynnie i najlepiej ze wszystkich dziewczyn. (Dlaczego? Zaraz wszystkiego się dowiecie) To, że Angielski znała perfekt, nie oznacza, że inne przedmioty szły jej równie dobrze. Najgorszym przedmiotem Marleny była historia, cały czas zadawała sobie pytanie: „Po co uczyć się o jakiś rycerzach i wojnach? Czas płynie, a ja jestem tu i teraz” Właśnie z tego przedmiotu miała ocenę 3 na koniec roku. Dziewczyna prawie zawsze miała świadectwo z czerwonym paskiem, ale nigdy średniej powyżej 5.0

To tyle, co do nauki Marleny. Teraz zaczynamy punkt pt. „Miłości szkolne”

 Dziewczyna nigdy nie przepadała za chłopakami i bardzo rzadko się z nimi umawiała. Chłopcy też nie przejawiali chęci randki z nią. Wyjątkiem był Adam – rudowłosy i przystojny chłopak. On też nie lubił żadnego towarzystwa i zazwyczaj chodził sam po korytarzach (Oczywiście nie licząc bandy dziewczyn, które za nim biegały) I to właśnie denerwowało Marlenę. Wszystkie dziewczyny się za nim oglądały, oprócz Marleny, Wiktorii i Sary. Oliwii i Klarze nawet trochę się podobał, ale nie chciałyby być z nim w żadnym związku. Marlena unikała Adama, jak mogła, lecz pewnego razu nauczyciel angielskiego zadał im projekt. Powiedział, że w parach mają być chłopak i dziewczyna. Wszystkich do siebie poprzydzielał z wyjątkiem Marleny, Adama i Angeliki – wysokiej, długonogiej blondynki. Nauczyciel powiedział, że on może wybrać sobie, z kim chce pracować. Wtedy w klasie zapanowała głucha cisza. Wszyscy byli bardzo ciekawi wyboru Adama. Czy wybierze Marlenę? Dziewczynę, która go nienawidzi, czy Angelikę, która biega za nim po korytarzach. Co zrobi? „Proszę pana, chcę pracować z Marleną Wilow” Te słowa wypowiedział, jakby udzielał jakiejś odpowiedzi na łatwe pytanie. Nauczyciel wpisał go na listę, a Angelice powiedział, że musi zrobić projekt sama.  Marlena początkowo myślała, że wybrał ją ze względu na jej umiejętności z tego przedmiotu. Myliła się. Adam równie dobrze, co ona znał ten język. Projekt był bardzo trudny i mieli miesiąc na wykonanie go. Marlenie i Adamowi zajęło to zaledwie tydzień, ale… nie zakończyli swoich spotkań. Na korytarzach w szkole można było dostrzec małe uśmieszki pomiędzy tą dwójką, aż pewnego razu przyszli razem do szkoły trzymając się za ręce. Wszyscy byli w naprawdę wielkim szoku. „Jak takie dziwadło, jak ona może się spotykać z Adamem?” powtarzała w kółko Angelika. Byli parą nierozłączną i najlepszą, jaka kiedykolwiek istniała w szkole. Kłótnie? Ależ absolutnie! Nigdy w życiu! Byli, jakby dla siebie stworzeni. On pisał piosenki, a Marlena je śpiewała. Kochali się, jak mało, kto. Niektórzy nawet rozsiewali plotki o ich zaręczynach. Niestety wszystko trwało do czasu. Do zdrady Adama. Marlena dostała zdjęcie jej chłopaka całującego się z… Angeliką. Po tym wszystkim Marlena była załamana, ale doszła do siebie, gdy TC wyjechało do Londynu. Niestety Adam nie dał o sobie zapomnieć. Dzwonił, pisał i sms-ował, ale tę historię już chyba znacie. Teraz Marlena jest w szczęśliwym związku z Liamem.

To już prawie koniec mojej „charakterystyki”, ale jest jeszcze coś i uważam, że to najważniejszy punkt, a mianowicie historia Marlena, historia opowiadająca o tym, jak trafiła do Domu Dziecka.

Tak, więc przenieśmy się w czasie do dnia 5 września 1995 r.

Dzień nie był słoneczny. Za oknami padał deszcz i wiała bardzo silny wiatr. Opiekunki z Domu Dziecka myślały, że to będzie dzień, jak co dzień. Myliły się…

Było około godziny siódmej po południu. W budynku paliło się już światło, bo niebo było zachmurzone. Niektóre dzieci cieszyły się z powrotu do szkoły, a niektóre były temu kompletnie przeciwne.

Drzwi do przytułku gwałtownie się otworzyły. Wszyscy wydali z siebie przytłumione krzyki przerażenia, ponieważ na progu stał wysoki, czarnoskóry mężczyzna. W jednej ręce trzymał dużą, czarną, skórzaną torbę, a drugą trzymał małą dziewczynkę za rękę. Dziewczynka wyglądała na około dwa lata. Nie była zbyt podobna do swego ojca. Nie miała tak ciemnej skóry, jak on, ale nie można też powiedzieć, że była całkowicie „biała”.

Mężczyzna wszedł do budynku. Opiekunki szybko zareagowały i kazały wszystkim dzieciom udać się do swoich pokoi. Wszystkie posłusznie wykonały polecenie i w pokoju zostały tylko opiekunki, mężczyzna i mała dziewczynka. Mężczyzna podszedł bliżej do kobiet i powiedział:

- Witam! Ja mieć na imię Tom, a to być moja córka Marlena. – mężczyzna mówiła bardzo łamanym Polskim – Ja chcieć się tu schować przed rain – wskazał na okno – Czy ja mógł tu zanocować?

Opiekunki nie wiedziały, co powiedzieć. Były bardzo wystraszone, ale pozwoliły Tomowi zanocować ze względu na Marlenę.

- Naprawdę wam dziękować. To moja córka Marlena Wilow. Ona mieć dzisiaj swoje drugie urodziny. Ja bardzo ją kochać – przytulił małą dziewczynę i dał jej buziaka w nos – Ale zacząć padać deszcz i my musieli się gdzieś schować.

Opiekunka zrobiła przybyszowi herbatę, a małej Marlenie przygotowała posłanie w drugim pokoju. Tom miał spać na kanapie w dużym pokoju.

- Ja naprawdę nie wiedzieć, jak wam dziękować. To dla was – wyciągnął z kieszeni 50 dolarów. – Ja chcieć wam zapłacić.

Opiekunki początkowo nie chciały przyjąć pieniędzy, ale Tom był bardzo nachalny i w końcu je przekonał.

Na podwórzu panował już mrok. Wszystkie dzieci już spały. Tom i opiekunki jeszcze rozmawiali. W pewnym momencie mężczyzna powiedział, że bardzo źle się czuje. Opiekunki natychmiast wezwały karetkę. Niestety, gdy karetka przyjechała było już za późno. Tom zmarł prawdopodobnie na zawał serca. Wszyscy byli w wielkim szoku.

Rano Marlena otworzyła swoje oczy o od razu chciała przywitać się z tatą. Niestety jej tata odszedł na zawsze, a ona… ona zostanie tu.

- Gdzie być mój daddy? – zadawała wszystkim te pytanie.

Odpowiadali jej, że musiał wyjechać i może niedługo wróci. Dopiero w wieku 13 lat dziewczyna dowiedziała się całej prawdy. Była w wielkim szoku i na skraju depresji. Do nikogo się nie odzywała i cały czas ubierała się na czarno. Nie chciała z nikim rozmawiać.

Dopiero w Londynie uznała, że jej żałoba dobiegła już końca i może już żyć normalnie, chociaż nigdy nie zapomni o swoim zmarłym ojcu…

----------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że się Wam podoba. Dziękuję za tyle komentarzy. Za wszytskie błędy przepraszam. I teraz pytanie, czy Wam sie podobała i czy pisac więcej charakterystyk dziewczyn, a jak tak to która teraz? :D

Zaczyna się nowy rok szkolny i nie będę miała tyle czasu na pisanie co teraz. Z przykrością muszę oznajmić, że w trakcie trwania roku szkolniego rozdziału będę dodawane tylko w sobotę. Przepraszam Was, ale niestety nie będę miała tyle czasu. Czasami może uda mi się coś naskrobać i dodam. Ja na razie tylko w soboty.... :(

Kocham Was i buziaczki :**



 

 


Witam na moim blogu z opowiadaniem. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. Miłego czytania. :)
~Weronika



Księga gości
 
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
28914
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
590
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
12
Oddaj głos na mojego bloga!
Aktualna liczba głosów:
 
1141
Mam do Was prośbę. Bardzo się cieszę, że czytacie moje opowiadanie i je komentujecie. Bardzo bym chciała, abyście mi w tym pomogli. A mianowicie, jeżeli macie jakieś fajne pomysły na treść opowiadania, nową notkę itp. To wysyłajcie mi swoje pomysły na ten adres e-mail:
weroniczka9888@interia.pl
Z góry Wam dziękuję, jeżeli spodoba mi się jakiś pomysł to użyję go na blogu i publicznie podziękuję tej osobie, która mi go wysłała.

Kocham Was dziewczyny :**


BOHATEROWIE:
Marlena:


Sara:


Oliwia:


Klara:


Wiktoria:


Adam:


Zayn:


Louis:


Harry:


Liam:


Niall:



Zobacz serwisy INTERIA.PL